Księga
= Zobacz =
= Wpisz się =
Wpisz się
Archiwum
2008
luty (1)
marzec (5)
Ulubieni:
Dodaj mnie:
Dodaj do ulubionych
Avatar:
Licznik:
Linki
Zaglądam
DajDi
Photoblog orusiowej
o diru
futerkowce
od Nemori
słownik^^
mylog.pl
Rozdział piąty >> środa, 26 marca 2008 15:37:54
Dziś dedykowane... Dir en Grey'om, a w szczególności DajDajowi i Kyo. Powód? Za to że są. I niech będą jak najdłużej.
Znów obudziłam się wcześnie. Spojrzałam na zegarek. Spałam tylko cztery godziny- było przed siódmą. A potem wróciły wydarzenia z poprzedniego dnia. Położyłam się na plecach i spojrzałam na ten jebany baldachim. Kurwa! Co ja tu robię? Co JA TU robię?! Holly wszystko przez ciebie...
Zwlokłam się z łóżka, wzięłam ciuchy i poszłam pod prysznic
- Jak wrócimy z Tokio to się tobą zajmę- mruknęłam do wanny uśmiechając się krzywo. Włożyłam rękę do kabiny i odkręciwszy wodę uregulowałam jej temperaturę, po czym zamknęłam znowu drzwi. Potem podeszłam do umywalki i spojrzałam w lustro.
-O KURWA!!!!- Wrzasnęłam - Moje włosy- zawyłam. Otworzyłam szeroko oczy, a potem w nagłym przebłysku świadomości plasnęłam się w czoło Przecież wczoraj je obcięłam. Ale, kurwa mać, nie przypominam sobie żebym robiła pasemko. Osiwiałam przez noc czy jak? Na ciemnobrązowych włosach, ściętych na pazia,zamiast normalnej, przepisowej grzywki w tym samym kolorze co reszta włosów, miałam pasemko. Zajebiście białe pasemko. Szerokie na trzy palce.
- Osz kurwa.- westchnęłam i wzruszyłam ramionami. - No dobra jest, to niech będzie.- Mruknęłam rozbierając się jednocześnie i wchodząc pod prysznic.
Po pewnym bardzo długim czasie musiałam wyjść, bo zaczynałam przypominać suszoną śliwkę. Spłukałam jeszcze raz pianę z włosów i zakręciłam wodę. Jednym ręcznikiem okręciłam włosy , drugim- ciało
Ponownie podeszłam do umywalki i zaczęłam myć zęby. Gdy skończyłam, wysuszyłam się dokładnie i założyłam ciuchy które przywlokłam ze sobą .Ściągnęłam ręcznik z głowy i wzięłam suszarkę. Wymodelowałam włosy w ten sposób, ze wszystkie końce - za wyjątkiem grzywki- zawijały się pod spód. Za\daniem grzywki było wywijanie się na zewnątrz. Całość spryskałam lakierem, i po raz trzeci tego dnia spojrzałam w lustro, ale w odbiciu czegoś mi brakowało. "Oczy!" pomyślałam, biorąc do ręki tusz do rzęs i kredkę do oczu. Podkreśliłam oczy bardzo mocno i w końcu zadowolona z efektu, weszłam z powrotem do pokoju. Przecież nie będę pomykała na bosaka. Wszystko czego trzeba mi do szczęścia to glany. Moje ukochane czarne glany z czerwonymi zaciekami od farby, robione na zamówienie, na 15 dziurek. Taak. "Uh Ayumi robisz się sentymentalna" skarciłam się w myślach jednocześnie wpuszczając nogawki obcisłych, czarnych jeansów, w cholewki butów. Zasznurowanie obydwu nie zajęło mi więcej niż pięć minut. Ma się tę wprawę... Dziesięć po ósmej byłam już zwarta i gotowa wkroczyć do kuchni. Ale jak się okazało dzisiaj nie byłam w kuchni pierwsza. Byłam ostatnia...
- Dzień dobry wszystkim- zawołałam wesoło
Yoshio spojrzał na mnie i zakrztusił się pitą kawą. Zaczął kaszleć i charkać, aż Daiki musiał go walnąć w plecy
- Khe, khe jak ty wyglądasz? Yhy, yh- wykaszlał
- Normalnie- odparłam uśmiechając się złośliwie- Komuś przeszkadzało że wyglądam jak zakompleksiona nastolatka. Trzeba było coś z tym zrobić.- powiedziałam patrząc Takiru prosto w oczy. Zrobiłam jeszcze dwa kroi i już byłam w kuchni
- Cześć- Powiedzieli jednocześnie Megi i Kenchiro, przerywając dzisiejszy temat dnia czyli "co zrobić na obiad? Kaczkę w śliwkach, czy kurczaka z ryżem i warzywami?"
-Nie źle- mruknął Keni mierząc mnie z góry na dół- i to pasemko...
- Czyli jak? Kurczak? - Zapytała Megi podając mi kubek z kawą
- No ależ oczywiście - odparł Kenchiro
- Musisz wiedzieć moja droga że nasz, eee znaczy si,ę wasz wokalista zażyczył sobie dziś na obiad kurczaka z ryżem i warzywami.- Wyjaśniła mi Megi - I muszę uiść teraz po zakupy - powiedziała akcentując "teraz" i "zakupy"
- Uuuu! Wiesz co dobre!- poklepałam go po plecach i upiłam łyk kawy- Ubóstwiam ryż z warzywami... -znowu upiłam łyk.- Niestety kurczaka trochę mniej...
- Słucham?- Megi się odwróciła
- Eee.. No tak.. No bo ja.. Tak właściwie.. To ja nie jadam mięsa, jestem wegetarianką... No.. Tak jakoś
- Tak jakoś?- zapytała podejrzliwie- czegoś jeszcze nie jesz?
- Iie. Chociaż...- urwałam - oprócz mięsa nie jadam jeszcze brukselki, brokułów i pora.
- Ale jajka? Sery? Jogurciki? Te sprawy?- dalej pytała
- Tak, całą reszt6ę jadam. Ja po prosu nie lubię mięsa.
- Zobaczysz będziesz żałować. - powiedziała- jak ty przeżyjesz? Bez mojej kaczki po pekińsku i gęsi z truflami? Bez sushi?
- O nie nie ma tak!- oburzyłam się- Sushi uwielbiam, i jest to jedna z niewielu potraw która zawiera mięso, a co do reszty to mogę troszkę spróbować
- Troszkę?- spojrzałam na mnie podejrzliwie
- No powiedzmy...Tyle- pokazałam ile
-Tylko tyle?- prychnęła-No dobrze niech będzie...- powiedziała ugodowo.- A tak właściwie to ty kaca nie masz? - zapytała jakby mimochodem biorąc jednocześnie portfel.
- Kenchiroooo!!!!!. Ty małpo!! Orangutanie jeden owłosiony!! Wygadałeś?! Ty tłumoku - zawołałam
- I taka ruchliwa jest iie? - zapytał Mego zupełnie jakby nie słyszał moich zarzutów.- a spała tylko cztery godziny- westchnął teatralnie
Megi uśmiechnęła się i wyszła. Na jej miejsce przyczłapał Daiki
- Ktoś tu mówi coś o kimś kto ma kaca?- zapytał patrząc na mnie
- A czemu na mnie patrzysz? - zapytałam
- Bo jako jedyna pasujesz mi do opisu- odparł
- Ej no!! Wcale nie mam kaca!
- Dobra wierzymy. Żadne skacowane stworzenie nie robi takiego hałasu- powiedział ugodowo Daiki.- A tak właściwie to ja przyszłem...
- Przyszedłem...- mruknęłam przerywając mu
- Nie ważne! A więc przybyłem tutaj żeby co oznajmić że masz trzy nowe wiadomości.- powiedział, naśladując automatyczną sekretarkę
- Zaczyna się ciekawie- mruknęłam- dobra... Pierwsza wiadomość to...?
- To to że Takiru dostał wczoraj w dupę za to co ci powiedział- mruknął niechętnie..
- Ła.. Ależ nowina. Tego mówić nie musiałeś, widać po jego minie- uśmiechnęłam się krzywo
- Taaa? Nie zauważyłem- zdziwił się
- Mało widzisz
- Dobra.. Druga wiadomość. Mamy dzisiaj próbę ponieważ wczoraj nam przeszkodzono. A my musowo musimy sprawdzić jak grasz. I jak się ruszasz na scenie...
- Yhm. Ok. A trzecia wiadomość?
- A więc.... Do Tokio jedziemy wcześniej. I radzę iść się spakować bo jedziemy po dwudziestej.- dokończył biorąc jednocześnie papierosa i zapalając go
- Nieeee!- zajęczał Kenchiro- Nie. nie, nie, nie...
- Spokojnie staruszku - Daiki poklepał go po plecach zaciągając się.- Dopilnujemy żebyś sie nie rozsypał- Puścił do niego oko
- Uh ty... ja ci dam staruszku- Kenchiro podchwycił ton. Daiki już miał ponownie zaciągnąć się papierosem kiedy jego starszy brat wyjął mu go z ust.- Potrzymaj- powiedział wręczając go mi
- Ej to moje!- krzyknął Daiki- Nie ruszaj!- powiedział do mnie.
- Chciał byś. Dostałam to czemu mam nie skorzystać?- powiedziałam zaciągając się jego papierosem o nazwie Virginia Slim Light i dmuchając mu dymem w twarz
- To twoja wina.- powiedział żartobliwie oskarżając brata
- Jestem starszy więc muszę dbać o takich smarkaczy jak ty- odpowiedział tym samym tonem. Po chwili zaczęli sie ganiać po kuchni z okrzykami "To twoja wina" i " Cicho dziewczynko". Po paru chwilach z niej wybiegli. Nalałam sobie jeszcze kawy i zaciągając się papierosem, weszłam z powrotem do pokoju. Kenchiro i Daiki toczyli wojnę na poduszki a Yoshio i Takiru oglądali jakieś anime. Rozejrzałam się za popielniczką. Leżała na stole. Ostatni raz wciągnęłam w płuca dym i zgniotłam papierosa, tam gdzie było jego miejsce po wykorzystaniu. Resztę dymu wypuściłam przez usta. Yoshio spojrzał na mnie jakoś dziwnie i mruknął coś pod nosem.
Poszłam do siebie do pokoju. Nie zwracając uwagi na obleśny róż wzięłam kartki, farby akrylowe, pędzle i usiadłam przy biurku. Zaczęłam projektować swój wystrój pokoju. Kolory ścian, łóżko i całą resztę. Spędziłam nad tym troczę czasu. Nagle w moich drzwiach pojawił się Takiru. Mam nawyk niezamykania drzwi, a on zazwyczaj nie puka, więc trochę podskoczyłam kiedy się odezwał
-Obiad księżniczko. Wręczyć zaproszenie czy zanieść na rękach?- zapytał ironicznie
- Nie wysilaj się Takiru i tak byś mnie nie udźwignął. Nie tymi patyczanymi rąsiami...- powiedziałam tym samym tonem- Możesz już iść, zaraz zejdę.
- Mam na ciebie czekać- mruknął skubiąc nitkę przy T-shircie- kazali mi.
- Dobra, skoro tak to poczekaj chwilę. Muszę wylać wodę i schować farby i pędzle. No i ręce muszę umyć.
- Poczekam- powiedział i zaczął się kręcić po pokoju
Weszłam do łazienki i zrobiłam to co miałam zrobić, potem wróciłam z powrotem do pokoju, gdzie Takiru z nieodgadnionym wyrazem twarzy siedział na brzegu łoża
-Ok możemy iść. - mruknęłam
- Dobra. Ale teraz ty musisz chwilę poczekać bo muszę zanieść telefon do pokoju żeby go naładować.
- Dobrze- teraz dla odmiany to ja stałam w progu jego pokoju i rozglądałam się po nim. Miał pokój urządzony w dobrym guście. Ściany pomalowane różnymi odcieniami czerwieni- od bardzo jasnej przy drzwiach, poprzez krwistą czerwień koło drzwi do łazienki i bardzo ciemny bordo przy oknach, aż po ten sam odcień czerwieni co koło łazienki- z tym że na przeciwległej ścianie, kończąc znów koło drzwi wejściowych tym samym kolorem co się zaczynało. Coś w rodzaju cieniowanej nitki, wiem trochę śmieszne skojarzenie ale nic innego nie wymyśliłabym w tamtym momencie. Łóżko nie było duże, ale było wysokie- prowadziły do niego małe schodki. Leżały na nim czerwone poduszki również w różnych odcieniach. Komoda była czerwono- pomarańczowa- nałożone były niedbale, co wyglądało nawet fajnie. Łazienka- od czerwieni poprzez p0omarańcz na żółtym kończąc. Bardzo ciekawie.
- Już możemy iść- usłyszałam za plecami- nawet nie zauważyłam że w swoim zamyśleniu nad kolorami zawędrowałam na środek pokoju.
- Tak? Już.- powiedziałam trochę nieprzytomnie. Bądź co bądź nie spodziewałam się po zwariowanym Takiru TAKIEGO pokoju. Zaprojektowanego ze smakiem, a wykonanego z pewną celową niedbałością o szczegóły.
Po schodach zeszliśmy do salono-kuchni, gdzie rozchodziły się nadzwyczajne zapachy. Kurczak, warzywa i ryż z sosem. Mniam!
- No nareszcie przyszliście.- Wykrzyknął Daiki- ileż można na was czekać? Ja tu głodny baaardzo jestem a wy się gdzieś szwendacie!!
- A czy ktoś broni jeść? - zapytał Yoshio- Na talerzu leży od dawna, wystygło nawet. - W odpowiedzi usłyszał bełkotliwy głos Daikiego, który chwyciwszy pałeczki napchał sobie do ust tyle ile mu się zmieściło, a teraz ciamkał wszystko z przesadnym zadowoleniem na twarzy.
- A ty, przepraszam, szczytujesz czy obiad jesz? - zapytałam również biorąc pałeczki
- Fiety fo faki dopre. iie moszna inszej- powiedział z zapchaną buzią.
- Hę? Mamusia nie uczyła że z pełną buzią się nie mówi bo....- powiedział poważnie Yoshio
- Dobre. Kiedy to takie dobre- powtórzył Daiki już bez żadnej zawartości w swoich ustach.
- No teraz lepiej.
- Mój brat nie umie się zachować przy stole...- westchnął Kenchiro biorąc warzywko.- Więc umówmy się tak że ja cie nie znam, a ty nie znasz mnie i nie jesteśmy rodziną- zażartował.
- Hympf!- mruknął Daiki żując kurczaka- ten co sie umie zachować.
Keni pokiwał głową z pobłażaniem i po pewnej chwili w kuchnio-salonie zaległa cisza, przerywana pojedynczymi mlaskami albo okrzykami" jakie to dobre!" . Nagle w pomieszczeniu rozległ się dźwięk melodii "The final" a po chwili wszyscy usłyszeli przecudny głos Kyo. ...Hodokete shimau ito wo mi tsume moji ni de kinai hidarite desu...
- Przepraszam na chwilę- powiedziałam odkładając pałeczki i wstając. Po melodii zawsze wiedziałam że dzwoni ta a nie inna osoba, bo każda miała zaprogramowaną inną melodię- tą którą lubiła najbardziej. W przypadku grającego "The Final" mogła to byś tylko Holly.
- Moshi- moshi- powiedziałam
- Let's put an end. The final- zawyło coś w słuchawce- Cześć staruszko!
- Oi saru!- powiedziałam
- Małpo? Ja ci dam małpo! Masz mnie przeprosić bo ci nie powiem czegoś co wiem a ty nie wiesz i tylko wiesz ze ja wiem że ty nie wiesz tego co ja wiem- Krzyknęła. Może się zdziwicie ale zrozumiałam w pełni co Holly miała mi tymi słowami zakomunikować. Ona coś wie a ja nie wiem i ma zamiar mi to uświadomić.
- Gome- mruknęłam
- Nani? Głośniej! Nie słyszę!- podpuszczała
- Uszy się myje nie pizga o zlew!- krzyknęłam- przeliterować?- G-o-m-e! Gomeeee- wkurzyłam się trochę
- Uuu ktoś tu się trochę wkurzył. Słyszałam. A uszy myję. A więc dzwonię żeby się zapytać czy przed swoim pierwszym koncertem znajdziesz czas dla starej kumpelki bo wiesz...
- Nani?!- krzyknęłam- koncertem? Shimatta! Chikuso!!
- To ty nie wiesz? Za dwa dni masz koncert w Tokio Nie powiedzieli ci? Honto da? Masaka...
- Tak mówię poważnie, nic mi nie powiedzieli... Zresztą nie ważne. Kiedy się spotkamy?
- Pasuje ci dzień przed koncertem?
- Hai! Jak dojadę na miejsce to powiem gdzie i kiedy. Dobrze?
- Hai.- usłyszałam- Słuchaj Ayu. Ja mata! bo dzwonie z lekcji.
- Holly!- krzyknęłam z oburzeniem.
- Nani? Z matmy! Stara Akumu i tak zawsze śpi. więc...
- Dobra, dobra. Tylko winni się tłumaczą! pamiętaj!- roześmiałam się- Ja ne!- powiedziałam jeszcze i rozłączyłam się. Schowałam telefon do kieszeni w wróciłam do kuchni
- Domo arigato gozaimasu. - powiedziałam wchodząc
- Do itashimashite- odparł Yoshio- a za co dziękujesz?
- Za poinformowanie mnie o koncercie- spojrzałam mu w oczy, zmieszał się
- Bo my no wiesz..
- ..Mieliśmy ci powiedzieć- zaczęłam go przedrzeźniać.- Mam w to uwierzyć?
- Hai!- odpowiedział
- Jakoś trudno będzie- zjeżyłam się- a teraz wybaczcie ale idę do pokoju spakować się. A potem idę na zakupy.- Wzięłam talerz i zaniosłam do kuchni, żeby potem ulokować go w zlewie." Kurczę mój pierwszy koncert" pomyślałam, idąc po schodach do pokoju."Super!!"
komentarze [2]
Rozdział czwarty >> środa, 19 marca 2008 12:57:19
Kolejna notka tak jakoś sama wyszła. Dedykowana Kindze za cierpliwośc w czekaniu na jej Hitomi. Bedzie jak wymyślę^^
Wszyscy obecni w pokoju spojrzeli na mnie.
-Czy to jest jakiś problem?- zapytałam- Tak się składa że...
- Matka cie nie uczyła że sie nie podsłuchuje?- warknął Takiru
- Wyobraź sobie że wrzeszczysz tak głośno że nawet głuchy by cię usłyszał, nie musiałam się zbytnio wysilać.- odwarknęłam.
- Nani ten no?- syknął- Co powiedziałaś?
- Kuso!! Powiedziałam że jesteś baka yaro bo...
- Kurwa! wiem co powiedziałaś- wrzasnął
- To kurwa po co się kurwa pytasz...- powiedziałam tym samym tonem.
-Idź se dziewczynko znajdź pracę gdzieś indziej bo to dorośli ludzie rozmawiają- warknął
-Że niby TY jesteś ten dorosły? - zapytałam ironicznie. Byłam coraz bardziej zła i miałam niemiłe przeczucie że coś się stanie- Buhahaha nie rozśmieszaj mnie- traciłam już resztki cierpliwości.
-Nie denerwuj mnie kodomo. -powiedział.- Działasz mi na nerwy samym swoim głosem, tym że tu jesteś, że oddycham tym samym powietrzem. Brzydzę się ciebie.
-Bo jestem onna?- zapytałam na pozór spokojnie
-Iie, bo usiłujesz być kimś kim nie jesteś. Wydaje ci się że jesteś chłopczycą. Ale pogódź się z tym że aby być otemba trzeba nie tylko zajmować się tym co mężczyzna, tak samo mówić, wyglądać- krzyczał- musisz tak samo myśleć, czuć. A ty? zaraz się rozbeczysz bo powiedziałem że jesteś zakompleksiona..
Przygryzłam dolną wargę
- To ittara.. -mruknęłam- skoro tak twierdzisz...- posłałam pełne wyrzutu spojrzenie na trójkę pozostałych chłopaków którzy w najlepsze wżerali sobie żelki popijając colą. Widać bawili się równie dobrze co przy oglądaniu brazylijskiej telenoweli, kiedy to Antonio mówi San Marinie że jest jej adoptowanym synem który zginął w wypadku, a teraz żyje, ma się dobrze i sypia z nią w łóżku...Odwróciłam się żeby wyjść.
- Wakatta- powiedział, przystanęłam- Oczywiście że tak sądzę, a to co robisz w tym momencie jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu że jesteś nic niewarta. Nie wiem w ogóle co ty tu robisz i jakim cudem znalazłaś się w składzie naszego zespołu skoro nie jesteś Azjatką.- krzyknął
-Yoika... kisama...Nic o mnie nie wiesz nie masz prawa
- Wyobraź sobie że mam prawo!- Wrzasnął trochę histerycznie- Przede wszystkim mam absolutne prawo cię oceniać...
-Czemu?- przerwałam mu
- Naze da? Bo tak mi się podoba. Bo cie nie lubię. Bo nie jesteś chłopakiem a co najważniejsze nie jesteś Azjatką.
- Jestem..- mruknęłam. Zaraz na prawdę coś się stanie, zrobię mu krzywdę szklanką, na przykład.
- Nanda?- parsknął śmiechem- że niby TY masz w sobie jakąkolwiek azjatycką krew? Hahaha- zaśmiał się- ja mam w to uwierzyć? Jak ty jesteś choć w jednej dziesiątej japonką to ja jestem ryba fugu.
Zdenerwował mnie tym, stwierdzeniem
-Hai? to sobie wyobraź że jestem w połowie japonką, rybo fugu, tylko ty mnie aż tak nie lubisz że tego nie widzisz!!-wrzasnęłam- wyobraź sobie że moja matka była japonką
- UUUU... Gomen nasai...- powiedział ironicznie- Ale to i tak nie zmienia faktu że jesteś beznadziejna
Zbladłam, Yoshio krzyknął "Takiru!" z naganą, a Daiki oblał się wodą.
-Słyszałaś? czy może mam przeliterować? Saitei-dayo!!!- Krzyczał- Saitei-dayo!!
- Dosyć!!- wrzasnęłam- Temee!! Urusai!!- krzyknęłam jak najgłośniej.
Dalej wszystko potoczyło się strasznie szybko. Rzuciłam w Takiru szklanką którą trzymałam cały czas w ręce. Tylko parę milimetrów minęła jego policzek i rozprysła się na ścianie. Takiru spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- I co się kurwa gapisz, jak debil na krowę?- wrzasnęłam- Ja pierdole!! Lepszego hobby se Kurwa znaleźć nie mogłeś, tylko kurwa sie musisz czepiać ludzi którzy są innej płci niż ty? Kurwa!!-zawyłam- Czy ty kutwa zdajesz sobie sprawę co powiedziałeś przed chwilą? Zdajesz sobie sprawę że nawet jak mnie na kolanach będziesz błagał to ci skurwielu tego nie wybaczę? Słyszysz? Yurusenai!!-darłam się, przysuwając się jednocześnie coraz bliżej Takiru- Pierdolony pojebusie i jebana cioto!! Myślisz że tylko ty w życiu miałeś źle? Haha to co ja przeżyłam nie umywa się do całego twojego dotychczasowego życia!! Rozumiesz? Nic nie wiesz o życiu!! Nie molestował cię ojciec! Nie wyśmiewali się z ciebie z tego powodu! Nie widziałeś jak ktoś w twoim własnym domu morduje twoją matkę! Gówno wiesz o tym co znaczy trafić do przytułku i liczyć dni kiedy cię stamtąd zabiorą sąsiedzi. Zabiorą tylko dla tego że matka ich o to prosiła. Nie znasz bólu zmiany imienia i nazwiska! - wpadłam w szał, Słowa wylewały sie ze mnie jak ze strumienia.-Nie wiesz co znaczy być inną!! - powiedziałam -Nie wiesz co znaczy ból spowodowany przez osobę którą kochałeś., co znaczy być przez nią skrzywdzonym...- szepnęłam. Z moich oczu płynęły łzy. Podeszłam jeszcze bliżej Takiru i uderzyłam go w twarz. Mocno. Bardzo mocno. Znalazł się na podłodze. - Wychodzę i nie wiem kiedy wrócę – krzyknęłam - Nie szukajcie mnie, nie dzwońcie, jak sie zgubię to się znajdę. Zostawcie mnie - i wybiegłam z pokoju, a potem i z domu.
***
Do domu wróciłam późno w nocy. Właściwie to nie wróciłam a dotoczyłam się. Powiem szczerze. Byłam narąbana jak mało co i mało kto i wszystko wiedziałam niemalże podwójnie. Obijając się o balustradę na ganku, udało mi się w końcu złapać za klamkę. Teraz przyszła cięższa próba. Miałam trafić kluczem w otworek... Udało się przy szóstym podejściu. Otworzyłam drzwi i potykając się na progu, wpadłam do domu. Oczywiście nie utrzymałam równowagi więc znalazłam się na podłodze. Cały czas leżąc zaczęłam nucić jakąś pijacką piosenkę, usiłując jednocześnie ściągnąć buty. Po pewnym bardzo długim czasie, w końcu udało mi się ściągnąć jednego buta. Westchnęłam i podniosłam się na tyle żeby oprzeć się o drzwi. Zaczęłam ściągać drugiego buta- z tym poszło lepiej. Wstałam z podłogi, czknęłam i potykając się ciągle, poszłam do kuchni wo wodę. Wzięłam od razu dwie butelki. Dopiero kiedy wychodziłam, a raczej usiłowałam wyjść, zobaczyłam że w kuchni jest ktoś jeszcze. Po pewnym czasie stania i wgapiania sie w tą postać, mój umysł odszukał gdzieś na dnie samego siebie kim jest ten ktoś i nawet nadał imię tej osobie. Kenchiro...
- Co ty tu robisz?- wybełkotałam
- Siedzę i czekam na ciebie- uśmiechnął sie. Nie wiem skąd to wiedziałam, skoro było zajebiście ciemno, ale po prostu to wiedziałam
- Uh. co za troska. No doprawdy. Nie trzeba było. - mruknęłam i skierowałam swe kroki ku wyjściu. Miału byś z godnością wyszło żenująco. Potknęłam się o własną nogę, co właściwie nie było takie trudne, biorąc pod uwagę to że szłam zygzakiem. Tylko i wyłącznie przez to wylądowałam na kolanach Kenchiro
- Umhg -sapnęłam- przepraszam.
- Nic się nie stało- uśmiechnął się znowu. Tym razem już widziałam.-Tak myślałem że przyjdziesz w takim stanie...
- Takim? czyli jakim? Stan jak każdy inny. A to że potykam się przy chodzeniu... Nawet najlepszym sie zdarza - powiedziałam
- Ty jesteś pijana czy tylko udajesz?- zapytał po chwili- bo jak na zachlaną w czuba osobę mówisz za bardzo inteligentnie.
- Hej! - krzyknęłam- to że jestem pijana, nie znaczy że mi nie wolno mądrze mówić. Ja w przeciwieństwie do niektórych jak se wypiję to nie pierdole później głupot. Owszem, mam potem problemy z chodzeniem ale umysł mam nadal trzeźwy.
- Ile wypiłaś?- zapytał
- Lepiej byś zrobił pytając czego nie wypiłam, byłoby krócej.
- Śmiało! mamy czas. jest dopiero trzecia w nocy.
- Dopiero? Hik! Kurczę! to wcześnie jeszcze... Hik! Więc...
- Ej! Ty nie miałaś dłuższych włosów? - przerwał mi
- Miałam. Jak stąd wyszłam poszłam do fryzjera i ścięłam,a potem poszłam do baru z zamiarem zalania się w trzy dupy. Udało mi się prawda?- w odpowiedzi mruknął cos pod nosem- U "Czerwonego smoka" mają dobrą sake... Wypiłam trzy...
- Kubeczki? - zapytał z nadzieją
- Nie sądzisz chyba że po trzech kubeczkach byłabym tak nawalona?
- Może to były duże kubeczki?
- Nie- uśmiechnęłam się złośliwie- Trzy butelki. Potem martini.. A może to było przedtem? Hymmm.. Nie ważne. Parę piw i dwie flaszki polskiej wódki. .Zobrowkiej, czy jakoś.. Zajebiście mocna. Potem na koszt firmy była butelka whiskey i to chyba tyle...- zamyśliłam sie- A! Na samym początku były jeszcze dwie lampki wina..
- I to już? - zapytał niepewnie
- Oprócz szklanki rumu? Tak.
- Zobaczysz będziesz mieć jutro kaca.
- Nie miewam kaca. Nigdy. powiedziałam stanowczo. Zamknęłam oczy i oparłam czoło o ramię Kenchiro. On objął mnie ramieniem i tak sobie siedzieliśmy
- Ile jest 4x4? - zapytał nagle.
- 16. Nie próbuj nawet sprawdzać jak bardzo jestem nagrzana bo ci się nie uda. Mogę wypić jeszcze butelkę sake i wymienić ci wszystkie dopływy rzeki Yangtze w Chinach.
- No to nie źle.- mruknął- Idziemy spać? - zapytał po dłuższej chwili.
- Yhym - mruknęłam- Tylko będziesz musiał mnie zaprowadzić bo sama do jutra nie dojdę
- A zanieść mogę? - zapytał uśmiechając się łobuzersko, wstając i biorąc mnie na ręce
- Możesz - powiedziałam tym samym tonem
komentarze [3]
Rozdział trzeci >> poniedziałek, 17 marca 2008 16:04:16
Hippo sama jesteś burak... staram sie jak moge nie moje wina że wychodzą krótkie... Napisałabyś może że rordział był wspaniały, powalający i przecudowny... eh...
Notkę dedykuję *werble* uwaga uwaga!
Ayumi Yamamura! Bohaterce mojego opowiadania - bo tylko ona wie jakie mam z nią problemy...
- Ile my mamy na ciebie czekać?! - do mojego pokoju wpadł Takiru.
- Już idę! Zamyśliłam się po prostu – próbowałam się tłumaczyć „Tylko winni się tłumaczą” pomyślałam jednocześnie
- Dobra, dobra! - przerwał mi – chodź już bo Yoshio piany dostanie. Nie znosi jak ktoś się spóźnia na próby.
- Dobra! Chotto matte! - powiedziałam lekko wkurzona, biorąc bas i idąc za Takiru.
Po schodach chcieliśmy zejść do dużego pokoju który znajdował się naprzeciwko salonu z kuchnią. Była to prowizoryczna sala prób. Drugą mieli w Tokio. Tam właśnie mieliśmy pojechać za dwa dni. Nawet stopy nie postawiliśmy w tym pokoju, bo coś nas zaatakowało. Było duże, włochate i merdało ogonem.
- Hossie – krzyknął Takiru próbując się jednocześnie bronić przed psim pocałunkiem. W pewnej chwili zwierzę znudziło się jego osobą, ponieważ przybiegło do mnie. Schyliłam się zeby je pogłaskać. Zrozumiałam swój błąd dopiero wtedy gdy znalazłam się na podłodze atakowana już nie przez jednego a przez pięć psów.
-Hossie!Gabriel! Michael!Sam i Samy!! Do mnie natychmiast!! - usłyszałam jakiś nieznany mi kobiecy głos. Z za drzwi wyłonił także Yoshio.
-Co się tu dzie... -nie dokończył bo dla odmiany teraz jego przewrócił wielki czarno-biały pies rasy collie o imieniu Hossie.-Hoss. Prze. Prze.. No przestań no!- zdołał wyjąkać. Kątem oka zobaczyłam że Daiki i Kenchiro stoją oparci o futrynę i się śmieją w najlepsze. Do pomieszczenia wtoczyła się właścicielka psów, przy czym wtoczyła się to dobre określenie bo, była niska i pulchna.
-Megi!!- wrzasnęli bracia i pobiegli do niej. Zupełnie jak małe dzieci witające się z mamusią.
Obok mnie Takiru krztusił się ze śmiechu, potargany, z rozmazanym makijażem, trzymając się za brzuch, Yoshio również znalazł się na podłodze, obcałowywany przez trzy inne psy, a Kenchiro i Daiki tańczyli wokoło starszej pani. „Świat zwariował” pomyślałam atakowana przez dwa malutkie pudelki.
-No już! Już dość!- zawołała kobiecinka ze śmiechem- Psy uspokoić się! I stanąć w szyku bojowym! - klasnęła w ręce na co wszystkie psy oderwały się od obśliniania tego co aktualnie obśliniały i ustawiły się w równym szeregu. Takiru, Yoshio i ja wstaliśmy z podłogi wciąż się śmiejąc.
- Dobrze że jesteś z powrotem Megi.- powiedział Takiru z uśmiechem
- No już, już się tak nie przymilajcie i pokażcie mi swój nowy nabytek. -Zrobiłam krok do przodu.- Moje dziecko!- zakrzyknęła – ależ ty wychudzona jesteś! - załamała ręce, potem założyła na nos okulary, obeszła mnie dookoła, a na koniec wzięła w swoje ręce moje dłonie i przyjrzała się ich wewnętrznej stronie.- Tak, tak- mruknęła – Długie palce. Bardzo silne. Szczupłe. No chłopcy będziecie mieli z niej pożytek.- uśmiechnęła się do mnie ciepło. Musiała przy tym zadrzeć głowę do góry bo była ode mnie dużo niższa.- Nie bój się, dziecko.- poklepała mnie po policzku- Jak ci na imię?
- Boku wa Ayumi, pro...
- Ależ żadne „proszę pani”!- zakrzyknęła kobiecinka- Tu nikt tak na mnie nie mówi! Mów do mnie po imieniu, Ayumi.
- Dobrze, pr.. Megi. - „Co mi odbiło z tym 'Boku wa'?”
- No od razu lepiej!- klasnęła w ręce - a teraz pozwól że przedstawię ci, moich pupilków.
- Megi ona nas już zna – Uśmiechnął się Daiki, a kiedy spojrzała na niego puścił jej oczko
-Nie o was myślałam dziubulku – uśmiechnęła się promiennie, a widząc jego zbolałą minę roześmiała się i powiedziała - Ale was też kocham. A więc tak- powróciła do przerwanego wątku- Owczarek niemiecki to Michael. Owczarek szkocki, znany też jako rasa collie nosi imię Hossie. Szczeniaczek labrador retriever to Gabriel. Biały pudelek z czarną kropką na boku to Samy, a jej brat to Sam.- spojrzała na pieska.
Schyliłam się zeby pogłaskać małą, czarną kuleczkę z białą plamką na boku, potem wzięłam go na ręce. Maluszek polizał mnie po policzku. Roześmiałam się.
- Kto ma ochotę na coś do jedzenia?- zapytała Megi z uśmiechem.
- JAAAAA!!!!!!- odpowiedział jej chór pięciu głosów.
***
- To ja pójdę się napić! -zawołałam i z przedpokoju weszłam do przestronnej kuchni. Megi robiła właśnie kusząco wyglądające kanapki oraz przygotowywała obiad. Nalałam sobie soku, a ona uśmiechnęła się do mnie.
-O czym myślisz?- zapytała mnie nagle.
-Nani? Właściwie to ciągle mi się wydaje że Takiru nie lubi mnie tylko dla tego że jestem dziewczyną.- Powiedziałam po krótkim namyśle.
-Nie przejmuj się Takiru.- powiedziała po dłuższej chwili Megi- On jest taki... Baka.- uśmiechnęła się- ale jeśli pokażesz mu coś, co wprawi go w zdumienie będzie twój...- puściła do mnie oko
-Nie jest w moim typie- uśmiechnęłam się dolewając soku do szklanki.
- Oj! Wiesz przecież co miałam na myśli!- roześmiała się- A kto jest?- zapytała po chwili.
W odpowiedzi uśmiechnęłam się tylko tajemniczo i wyszłam z kuchni wciąż trzymając szklankę w dłoni. Wiedząc co mnie będzie czekać za progiem, odstawiłabym ją na blat, albo w ogóle nie wychodziłabym z kuchni. Siedziałabym tam do usranej śmierci i gadałabym z Megi o wszystkim, od gotowania ryżu na konserwacji ubrań skończywszy.. Ale nie... Baka! Baka yaro nawet!
-... zresztą po co ona nam tutaj? Może i jest dobrą basistką ale nic poza tym. My potrzebujemy rockmenki! Do cholery! Rockmenki, a nie małego kociaka bawiącego się z pieskiem...
- I co z tego?
- Nie udawaj że nie wiesz o co mi chodzi Kenchiro.
- Właśnie nie wiem o co ci chodzi, nikt nie wie. Możesz mówić jaśniej?
- Chikuso! A jak mówię? po ciemku? Kuso! Wyjaśnić ci to? Nie dość że jest dziewczyną! Rozumiesz?! DZIEWCZYNĄ!! To jest delikatna, zwiewna i w ogóle nie pasuje do wizerunku j-rockerki!
- Omae! a Yoshio wygląda?
- To jest co innego.
- Nie Takiru to jest DOKŁADNIE to samo.
- Hai? A jest nieśmiały? Zakompleksiony? Cichy? Chikuso! Czy ty widziałeś kiedykolwiek cichą i nieśmiałą rockmenkę? Chikuso! Jestem ciekaw jak wygrała ten konkurs.. Pewnie dała du...
- DOŚĆ!
- Ale czego się pienisz Kenchiro? Taka jest prawda. Szpanuje basem z oryginalnymi podpisami basistów. O jaa! Pokłony mamy jej oddawać? Pomoże jej to dobrze grać? Wątpię... I to że się ubiera na czarno nie lubi różowego, nie znaczy zaraz że jest urodzoną idealną rockmenką. Nie mówiąc już o j-rocku. Nie wiem czy to zauważyłeś przez swój zauroczony móżdżek że NIE jest Japonką? Tego było już za wiele. Weszłam do pokoju ze słowami:
- Nie wiedziałam że to taki duży problem...
komentarze [3]
Rozdział drugi >> środa, 5 marca 2008 19:09:44
.. Wchodzę do kuchni... Wszędzie pełno krwi, krzyki... Uciekaj!! Uciekaj dziecko!!. Nie jestem dzieckiem. Wdeptuję w krwawą plamę.. Idę dalej, a szkarłatne ślady wydają się mnie śledzić.. Nie zrób jej krzywdy proszę cię... Jest tam... Stoi nad nią... w ręce trzyma nóż.. Jeden cios, drugi, trzeci, MAMO!! Odwraca się w moją stronę, ucieka przez okno.. Mamusiu... Choć do mnie dziecko, , muszę ci coś powiedzieć. Słucham cię mamusiu? Pamiętaj żeby zawsze być miłą dla innych. Czemu mi to mówisz? Mamusiu ty nie umrzesz prawda? Nie możesz umrzeć. Nie zostawiaj mnie. Państwo Tan się tobą zajmą, Samae, Pamiętaj jak ktoś krzyczy na ciebie bez powodu... postaraj się zrozumieć a potem dopiero zacznij krzyczeć. Zawsze bądź uśmiechnięta.. Mamo..
Obudziłam się zlana zimnym potem. Nieprzytomnie rozejrzałam się po pokoju. „Zespół” przemknęło mi przez myśl. „Samae. Samae. Tak, tak.. Właściwie... Czas wstawać!” Spojrzałam na zegarek - 6.00
- Szit!! krzyknęłam w przestrzeń - Szósta nad ranem! A ja już nie usnę! Szlag! - i przeklinając moją głupotę i wszystko inne poszłam do łazienki.
Umyta i ubrana zeszłam do salonu „Nie ma nikogo.. Nic dziwnego idiotko! Kto normalny wstaje o godzinie szóstej z minutami?” moje dalsze przemyślenia przerwało burczenie w brzuchu. Przez salon doszłam do kuchni. W końcu były w jednym pomieszczeniu oddzielone tylko blatem i sofą. Skierowałam kroki do dwudrzwiowej ogromniej lodówki i otworzyłam ją - pusto! Chociaż... Aż tak pusto nie było. Wyobraźcie sobie proszę ogromniastą lodówkę i centralnie na środku środkowej półki, znajdujecie serek. Z terminem ważności który upłynął miesiąc temu. „Ja pierdole czy ci tutaj nie wiedzą co to zakupy?” pomyślałam przeszukując szafki... „Nie nie wiedzą..” odpowiedziałam sobie natychmiast. Znalazłam jedynie dwie puszki kawy, mleko w proszku, cukier i cynamon. „Smakowite śniadanko.” zadrwiłam.
Poszłam na górę, i na „oko” oceniając pogodę założyłam na siebie dżinsy, i bluzę z kapturem. Z szafki nocnej wzięłam mp4 i włączyłam je, przeciągając słuchawki pod bluzą. Włożyłam słuchawki do uszu i ustawiłam piosenki Dir en Grey'a. Zalała mnie fala muzyki, delikatnie muskając mnie swoim brzmieniem. Narkotyczny wokal, dwie gitary- które sprawiały wrażenie rywalizujących ze sobą, perkusja, które nadawała wyrazistość piosence i bas, którego dźwięk był ledwo wyczuwalny dla ucha. Takie właśnie było jego zadanie - być ledwo wyczuwalnym, a jednocześnie, nadawać piosence charakter, cięższe brzmienie. Takie było i moje zadanie. Nie zastanawiając się więcej nad niczym, wzięłam plecak- bo przecież siat w rękach tachać nie będę - sprawdziłam czy mam portfel i klucze i zeszłam na dół. Tam jeszcze raz sprawdziłam czy mam wszystko-uwzględniając też zawartość portfela i wyszłam z domu. „Taa po zakupki. Tylko w którą stronę to się szło? Trzeba było słuchać Yoshio.”
- Zaraz zaraz staliśmy przed bramą, twarzą do drzwi - zaczęłam mruczeć pod nosem ustawiając się - I było,było... Tak! Na prawo masz sklepy, z tym że trochę trzeba się przejść, na lewo są warsztaty samochodowe i takie tam, a z tyłu masz różne malarskie sklepy. Noo! To po śniadanko! Nadchodzę!
*****
W drodze powrotnej szłam stroną „z tyłu masz różne malarskie sklepy” i weszłam do paru z nich. W jednym kupiłam farby olejne - w wiaderkach - do przemalowania pokoju, takie śmieszne coś do zdrapania starej farby, i rozpuszczalnik, w drugim natomiast pędzle i zwykłe najzwyklejsze farby akrylowe do malowania obrazków. Tak obładowana, cudem otworzyłam drzwi i weszłam do domu.
- Oakerinasai! - krzyknęłam
- Gdzie ty się podziewasz?!
- Ładnie mnie witasz Yosh... - mruknęłam, niebezpiecznie wygięta w tył, przyginana farbami i plecakiem ciągnącym w dół. - Byłam głodna i poszłam do sklepu, a potem jeszcze wstąpiłam do malarskiego i... no trochę zeszło.
- Ale przecież...
- Nie Yoshio, w lodówce nic nie macie. - przerwałam mu wykręcając jednocześnie głowę do tyłu i usiłując zamknąć drzwi nogą. W końcu się udało - A teraz przepraszam ale chciałabym to gdzieś położyć bo zaraz znajdę się na podłodze - Yoshio odsunął się robiąc mi miejsce a ja postawiłam farby w kącie i ściągnęłam plecak., weszłam do kuchni i zaczęłam wypakowywać zakupy. Gdy już wszystko było wypakowane wzięłam plecak pod pachę, farby znowu w ręce i poszłam zanieść ten majdan do pokoju.
Gdy wróciłam, czekała już na mnie gorąca kawa z mlekiem i bułka z dżemem malinowym. Ponieważ na sofie nie było już miejsca oparłam się o blat kuchenny i zaczęłam pochłaniać bułkę.
- Mamy na dzisiaj jakieś plany? - zapytałam
- W zasadzie to chcemy zrobić próbę żeby zobaczyć jak bardzo cię trzeba podszkolić - mruknął Yoshio wstawiając kubek do zlewu. - Tak gdzieś koło jedenastej. - powiedział patrząc na zegarek
- Czyli za półtorej godziny. - mruknęłam do siebie - Dobra to jak mnie nie potrzebujecie to pójdę już.
- Yhy - mruknął któryś
Weszłam do pokoju. „Jak szybko go nie przemaluję to będę musiała okulary zakładać, bo oślepnę” pomyślałam, podchodząc jednocześnie do kąta gdzie stał mój skarb. Mój bas, który kupiłam za własne pieniądze gdy miałam piętnaście lat.
Właściwie to nie pamiętam kiedy konkretnie zaczęłam się uczyć gry na basie. Chyba jak miałam sześć, siedem lat. Tak chyba tak. Wszyscy uważali że jestem jeszcze za mała, ale mama we mnie wierzyła. Zawsze. Mama... Spróbuj jeszcze raz! Na pewno się uda! A potem...Nie miał już kto mnie pocieszać, jak nie wyszedł mi trudny chwyt. Następnym razem się uda! Nie miał kto cieszyć się z tego że bezbłędnie zagrałam piosenkę. Wiedziałam że ci się uda Sam! Nikt mnie nie przytulał, nie głaskał. Choć do mnie słonko! Na pewno nie w taki sposób jak matka. Moja mamusia... Wszędzie krew. Państwo Tan.. Pamiętaj Samae... Zakręciło mi się w głowie,zamknęłam oczy, wypuszczony futerał, z głuchym stukiem spadł na podłogę. Głosy w mojej głowie się nasiliły. Samae. Samae!! Sam!!! Musicie zmienić jej dane. Nie może jej rozpoznać. Widziała go. Musicie uważać! Państwo Tan! Podniosłam ręce do głowy, i mocno ścisnęłam skronie, z oczu płynęły mi łzy. Ktoś cicho szeptał. Samae... Samae.... Sami... NIE!!!
Otworzyłam oczy, pokój wirował. Usiadłam na łóżku. Samae. Sam.. Głosy cichły. Pokręciłam głową „ Głupia uspokój się, to przez ten różowy ci odbija! Spokój!” skarciłam się w myślach. Sięgnęłam po futerał i wyjęłam bas. Czarne cudo, z białymi podpisami największych basistów j-rocka. Toshimasa Hara, Hiroshi Morie. Najlepsi basiści... Pogładziłam delikatnie gryf i zaczęłam grać „Sayo no Uta” Dir en Grey'a.
komentarze [1]
Rozdział pierwszy >> sobota, 1 marca 2008 16:46:30
A więc zaczynamy.Notkę dedykuję Hippo-chan. Za te wielokropki^^
Siedzieli i czekali... Czekali i siedzieli.... Spóźnia się... A może to nie jej wina... Głupia gówniara...Nie mów tak... Bo co mi zrobisz... Kurwa... Jebany samolot... Jestem zły... Takiru my też, my też, ale wyluzuj...Kiedy będzie... Mogłem wziąć gazetę... Zamknij dupę... Sam zamknij... Uspokójcie sie... Jaaasne lider-sama... Dobrze ci radze....Cicho cicho, to ona? Tak chyba tak... Chyba? Kurwa... Nie przeklinaj... Bo co? Bo ty tak mówisz?... Bo ja tak mówię... Cześć..Cześć.. Cześć.. Cześć....
- Cześć..
- Noo to jesteśmy w komplecie?
- Tak lider-sama tak... Jedźmy...
- Ale ty prowadzisz
- Czemu ja??
- Bo ja prowadziłem w tę stronę
- Świnia!!
- Ja ciebie też...
- Więc masz na imię Ayumi, i masz 17 lat...
- To pytanie czy stwierdzenie?
- Hym... jedźmy już
- Taak jedźmy
- Siedzisz z przodu czy z tyłu??
- Obojętnie
- OK siadaj z tyłu... nie tu na środku. Takiru ona cie nie zje...
- Noo nie wiem...
- Wszyscy? Wszyscy... Jedziemy..
Chaos... Trzask zamykanych drzwi.... Szczęk wsadzanych do stacyjki kluczyków... Jęk zapalanego silnika... Jedziemy? No to jedziemy... Nie ma odwrotu... Nie ma...
********
- Tu jest salon z kuchnią i telewizor... Nawiasem mam nadzieje że gotować umiesz...
- Znowu stwierdzasz nie pytasz...Yoshio...Zawsze tak robisz?
- Zawsze... Czasem...Zazwyczaj...
- No, no Yos! Powiedz śmiało że lubisz czasem rządzić - tuż nad moim uchem roześmiał się Daiki
- Oj tam...Oj tam...-próbował się tłumaczyć
- Bo nam sie DZIEWCZYNA wystraszy - mruknął kwaśno Takiru
- A ty wciąż nie możesz przeboleć że to DZIEWCZYNA... - westchnął Kenchiro. - Powinieneś sie iść leczyć...
- Taak i to na nogi - dodał poważnie Dai - Bo na głowę za późno! - Wrzasnął i zaczął uciekać przed ganiającym go Takiru. Nagle potknął się o wyciągnięte nogi swojego brata, i rymsnął jak długi na twarz. Takiru tylko na to czekał. Usiadł na nim okrakiem i zbliżył swoją twarz do jego twarzy... Dotknęli się ustami... Wiedząc co będzie dalej odwróciłam wzrok. Kurwa! Lustro. I tak miałam wszystko pokazane jak na dłoni... Szlag! Zmieszałam się jeszcze bardziej, chciałam stamtąd iść ale...Jak na ironie Yoshio sie gdzieś „zapodział”.. Nie kurwa nie zapodział się! On se w cholerę do kuchni polazł i teraz patrzył na mnie z tym ironicznym uśmiechem mówiącym „chrzest bojowy za nami”..Spojrzałam niepewnie na Kenchiro. Uśmiechnął się ciepło, wstał z kanapy i podszedł do mnie...
- Nie chcesz na to patrzeć prawda? - pokręciłam głową - Chodź pokarzę ci twój pokój...
Wyszliśmy z pomieszczenia w którym dwaj mężczyźni siedzieli już bez koszulek i dobierali sie sobie do spodni, i zaczęliśmy po schodach wchodzić na górę - Kenchiro prowadził, a ja rozglądałam się po obrazkach zawieszonych koło schodów.
Doszliśmy do końca schodów. Na górze by,o sześć pokoi - po jednym dla każdego członka zespołu i jeden dla gości - ten ostatni aktualnie robił za graciarnię...
- Czemu cię obrzydziło to co widziałaś? - zapytał nagle Keni
- Może nie tyle obrzydziło co, po prostu nie lubię włazić z butami w czyjeś życie. - odpowiedziałam
Przystanęliśmy w połowie korytarza...
- To twój pokój - powiedział Kenchiro
Mój pokój... Patrząc od strony schodów był po prawej stronie. Stojąc teraz przodem do jego drzwi za plecami miałam pokój..
- Z tyłu jest pokój Takiru - powiedział Keni jakby czytając mi w myślach - obok Daikiego. Naprzeciw jego pokoju jest mój, a ten to pokój Yoshio.
- Aha - mruknęłam myśląc jednocześnie „super naprzeciw mam Takiru no po prostu bomba”. Od początku go nie lubiłam..
- Możesz wejść. Twoje rzeczy już tam są - powiedział łagodnie Keni poprawiając jednocześnie splot długiego, czarnego warkocza.- Tylko nie wystrasz się kolorów, bo poprzedni właściciel był trochę... hym ekscentryczny.
Nacisnęłam klamkę i otworzyłam drzwi... Natychmiast niemalże podskoczyłam widząc wystrój pokoju. Łoże z baldachimem, zabytkowe meble, wszędzie kurz i pajęczyny... ale nawet pomimo tego bałaganu widać było TEN kolor. Różowy. Oczojebny różowy. Nie było by źle - pomimo że nie lubię różu w takim odcieniu - gdyby nie to że na każdej ścianie był połączony z innym kolorem. Różowy i granatowy. Różowy z zielonym. Różowy z żółtym. Różowy z fioletowym. Jezu...
- Aż się boję wejść do łazienki... - powiedziałam. Mój towarzysz w odpowiedzi uśmiechnął się tylko... On też nie lubił takich kolorów. Wiem bo w przelocie widziałam jego pokój. Przeważał kolor czarny - Czyli tu... TU mam mieszkać? Czy mogę to przemalować jakoś?
- To twój pokój - powiedział znowu - możesz w nim robić co chcesz, masz się w nim czuć dobrze. Tak dobrej basistki nie znajdziemy, a ty jesteś dobra.
- Dzięki - uśmiechnęłam się - Czyli jutro jak nic nie mamy zaplanowane zajmę się moim pokojem, bo ten róż jest obleśny. - westchnęłam...
- Też tak sądzę – powiedział - jeśli chciałabyś się odświeżyć...
-Tak, tak myślę że to dobry pomysł jest. Jestem trochę zmęczona, i ta głupia zmiana czasu. Jeśli nie masz nic przeciwko to pójdę się zdrzemnąć
- Śmiało. - roześmiał się - miłych snów. I nie zaśpij na śniadanie - posłał mi kolejny uśmiech i już go nie było..
Weszłam do mojego pokoju. Mojego. Pokoju. Dziwnie to brzmi. Mój pokój... Dopiero teraz poczułam jak bardzo jestem zmęczona lotem i tym całym zamieszaniem w okół mojej osoby.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Różowy... Oczyma wyobraźni widziałam na jakie kolory mam go przemalować żeby czuć się naprawdę jak w swoim pokoju. Czarny, żółty, czerwony. Tak! Wtedy będzie dobrze. To łóżko, pomimo że piękne, trzeba wywalić, bo ten baldachim przyprawiał mnie o dreszcze- wiadomo klaustrofobia. Szafki właściwie można zostawić tylko trzeba je przyciemnić. Nagle mój wzrok spoczął na bujanym fotelu stojącym w kącie.. A więc mam i fotel...
Schyliłam się po bagaże które stały na podłodze - cały mój dobytek - i po kolei przeniosłam na to olbrzymie łoże wszystkie pięć waliz. Potem z jednej z nich wyjęłam kosmetyki, ręcznik, koszulkę i spodenki i poszłam pod prysznic. Gdyby był tam tylko prysznic... Łazienka - o dziwo - nie miała nic z odcienia różowego. Kafelki na podłodze miały granatowo-ciemnozielony odcień, a te na ścianach były seledynowego koloru. W jednym rogu stała ogromna wanna, w drugim natomiast kabina prysznicowa, obok kabiny umywalka. Nad umywalką wisiała szafka z lustrem- na kosmetyki. W trzecim rogu stał kosz na brudne ciuchy, klozet i szafka - z za jej półotwartych drzwi mogłam dojrzeć ręczniki - tego samego koloru co kafelki na podłodze.
No. Czyli wystroju łazienki zmieniać nie muszę. Uśmiechnęłam się do siebie. Już umyta i ubrana weszłam znowu do tego obrzydlistwa. Do pokoju. Ściągnęłam walizki i rzuciłam się na łóżko. Materac był miękki. Przykryłam się kołdrą- która na szczęście była w odcieniu słonecznikowej żółci - poprawiłam poduszkę - również w tym kolorze - i założyłam ręce za głowę.. Jak się tu znalazłam? Dzięki koleżance która stwierdziła że doskonale gram na basie. Po Holly można się wszystkiego spodziewać. Zgłosiła mnie do konkursu, który był organizowany w naszym mieście. Wygrałam. Zakwalifikowałam się dalej i znowu wygrałam. W końcu zostało tyko dziesięć osób. W tedy okazało się że ogólnokrajowy konkurs zorganizowali ci czterej mężczyźni - ich były basista Waotaka wylądował w więzieniu za gwałt i próbę morderstwa pod wpływem narkotyków - a oni nie chcieli żeby zespół się rozpadł. Wygrałam konkurs, o czym dowiedziałam trzy dni temu. Cóż innego mi zostało..Spakowałam wszystkie swoje rzeczy i dzisiaj znalazłam się w Osace - z obietnicą daną Holly że nie wykopią mnie zbyt szybko i stanę się sławna.. Łatwiej powiedzieć trudniej zrobić...
Potem przypomniałam sobie pierwsze wrażenie jakie wywarli na mnie chłopcy. Daiki i Kenchiro Murasaki - dwaj bracia. Jeden radosny, uśmiechnięty z papierosową chrypą i zafarbowanymi na blond włosami do łopatek, okolczykowany niemożliwie - całe lewe ucho, jeden w nosie dwa w wardze i jeden w brwi - liczący sobie dwadzieścia pięć gitarzysta. Drugi trzydziestoletni, poważny, uśmiechnięty tylko czasem, z głosem melodyjnym i ciepłym - pewnie dla tego jest wokalistą - kruczoczarne włosy splecione w luźny warkocz, wymykające się za krótkie kosmyki odgarniane za uszy, a one i tak spadają na twarz. Ten bardziej spokojny, nie szaleje tak z piercingiem - ma tylko trzy w lewym uchu. Za to ma tatuaż. Taki na całe plecy - smoka. Holly byłaby wniebowzięta gdyby go zobaczyła bo sama chciała by zostać tatuażystką. I tak mogę na marginesie dodać że Daiki jest bi i jak na razie jego partnerem jest Takiru. O właśnie!! Takiru Okimoto – perkusista - mam wrażenie że nie lubi mnie tylko dla tego że jestem innej płci. Czerwono włosy pyskaty dwudziestosiedmiolatek, z włosami na żel i makijażem a'la szop, który zawsze mówi to co myśli. I lider-sama Yoshio Fukazawa - despotyczny, krótko ścięty gitarzysta, z zapędami dyktatorskimi, który zapewne nie lubi jak coś idzie nie po jego myśli, będący najstarszym członkiem zespołu - ma trzydzieści dwa lata. Ten również ma tatuaż na plecach - na łopatce.
I ja. Po pierwsze dziewczyna. Basistka. Ayumi Yamamura. Kręcone włosy, czasem spokojna, czasem narwana, na koncertach inna niż w domu. Po drugie - najmłodsza. Mam siedemnaście lat i jestem członkiem zespołu j-rockowego. Tworzymy Agitated Screams
Nawet nie wiem kiedy usnęłam....
komentarze [1]
począteczek^^ >> piątek, 29 lutego 2008 17:10:42
Walczę i walczę i na razie przegrywam^^ blogi ma mylogu ciężko jest zrozumieć...
ale! niniejszym zaczynam pisać ten blog
a ponieważ Hippo-chan zainspirowała mnie pisaniem opowiadań sama też jedno zaczęłam pisać..
pierwszy rozdział dam jak skończe walczyć z mylogiem i wygram^^
komentarze [2]
Lay&html by Misuri dla www.szablonart.za.pl